Wciąż na haju wróciła do domu. Roześmiała się i poszła do salonu. Położyła się kanapę i przykryła kocem. Zamknęła oczy i zasnęła. Po niespełna - jak jej się wydawało - dziesięciu minutach poczuła, że ktoś próbuje ją obudzić. Podniosła zaspane powieki i ujrzała niewyraźny kontur. Zamrugała kilka razy i spojrzała w wielkie błękitne oczy swojej matki.
- Czemu spałaś na kanapie? - zapytała kobieta siadając w wygodnym fotelu.
- Em.. - szybko! wymyśl coś! - oglądałam telewizję i nie chciało mi się iść..
- A, to okey.
- Już wróciliście? Mieliście być na Ibizie jeszcze przez tydzień..
- Dzwonili z pracy taty. Wróciliśmy na kilka dni, a potem oni zafundują nam drogę i oczywiście dopłacą.
- Ah.. - mruknęła - która godzina?
- Coś po dziesiątej.
- Co?! - krzyknęła i gwałtownie wstała z łóżka. Pobiegła do pokoju po drodze biorąc schowaną w szafie torbę.
***
- Co chcesz kurwa powiedzieć mówiąc że ci ukradli debilu! - krzyknął, a dźwięk jego zachrypniętego głosu sprawił, że wszyscy się wzdrygnęli.
- No bo ktoś podmienił bagaże i..
- Kurwa mówiłem, żebyś uważał jebany głąbie! Straciłeś kilka tysięcy dolarów!
- Wiem, ale ja..
- Odpracujesz? O tak! Potrącę ci z pensji! I zapamiętaj! Masz do cholery ostatnią szansę! Potem wylądujesz pod ziemią!
- Ja się..
- Wynocha!
***
- Ludmiła Ferro, ale możecie mi mówić gwiazdo. - rzuciła spoglądając w stronę młodszych o dwa lata uczniów. No tak, nowi w szkole i już na jej posyłki.
- Chcę wodę, zimną, ale nie za bardzo. - dodała. Kilka osób rzuciło się w stronę automatu, a ona podeszła do przyjaciółki.
- Cami! - zawołała "całując" ją w policzek.
- Lusia! - krzyknęła czyniąc ten sam gest.
- Wczoraj było zajebiście! - powiedziała ruda podchodząc do szafki.
- No, ten towar był nieziemski. - blondynka uśmiechnęła się na wspomnienia z poprzedniego wieczoru. - Trzeba to powtórzyć.
No oczywiście każdy musi być w coś wplątany. Nawet popularna blondyna.
- Oj tak, zdecydowanie. Dzisiaj?
- Chętnie. Zadzwonię do Diega i dam ci znać o której. - rzuciła cicho wyjmując z szafki książkę do biologii.
- A nie wolisz z nim pogadać osobiście? - zaśmiała się cicho dziewczyna.
- Co masz na myśli?
- Wszyscy wiedzą, że "macie się ku sobie".
- Nie, to nie prawda. - powiedziała twardo i zostawiła przyjaciółkę samą odbierając po drodze swoją wodę.
***
- Słuchaj. To masz dostarczyć pod ten adres. - powiedział wskazując na foliową torebkę leżącą na kartce papieru
- Okey. Rozumiem.
- Nasz poprzedni człowiek zapłacił życiem za oszustwo, więc pamiętaj, że ty możesz skończyć tak samo.
- Okey.
- Ten koleś jest naszym stałym klientem, więc możesz się z nim potargować, ale pamiętaj, nie chodź niżej niż dwadzieścia.
- Ale mówiłeś, że po trzydzieści.
- Powiedziałem, że masz się z nim targować czy nie?!
- T..tak - zająkał się.
- Dobra idź, nie możesz się spóźnić.
▬▬▬▬▬▬▬
Link do bloga z którego pochodzi ten rozdział: Life is brutal
